"Charlotte chleb i wino", czyli śniadanie po francusku

Fot. Bartosz Bobkowski / Agencja Gazeta

Wszystko zaczęło się od "Charlotte". To pozornie niewinne połączenie kawiarni i piekarni, jest teraz najgorętszym lokalem w stolicy. Potwierdzeniem jego popularności jest ponad 11 tysięcy fanów na Facebooku i tłumy designerów, dziennikarzy, aktorów i hipsterów, którzy chętnie wpadają tam na croissanta z nadzieniem - 5 zł, czy kanapkę z szynką dojrzewającą, karczochami w oleju i rukolą 8 zł.

Wnętrze Charlotte chleb i winoFot. Facebook.com

Menu jest krótkie, przeważają lekkie przystawki: talerzyk serów 9 zł, mus z wątróbek drobiowych z kieliszkiem wina Muscat de Frontignan 28zł i zestawy śniadaniowe: "Charlotte" (koszyk pieczywa oraz domowa konfitura lub czekolada "Charlotte") 15zł, Pain perdu (francuskie tosty na słodko, nasączane sokiem pomarańczowym) 12zł. Podstawą każdego dania jest pieczywo wypiekane na miejscu w "Charlotte". W karcie znajdziemy także wybór francuskich win w całkiem przystępnej cenie.
Oprócz serwowanych na miejscu pyszności kupicie tam ekologiczne specjały np.: słynną bułkę tartą, przygotowywaną z bagietek paryskich "Charlotte" (500 gramów - 7 zł). Ponad to w ofercie "marche" mamy doskonałą konfiturę pomarańczową 18 zł, czy miód lawendowy 22 zł.

Wnętrze Charlotte chleb i winoFot. Facebook.com

Na pierwszy rzut oka "Charlotte" kojarzy się z lokalami jakie dotychczas można było odwiedzić w Paryżu, Rzymie, czy Berlinie. Wnętrze jest romantyczne, jasne. Charakterystycznym elementem jest solidny, drewniany stół, który zbliża gości. Wieczorem lokal zmienia się, stół jest podnoszony, a goście siedząc na wysokich stołkach, swobodnie plotkują, popijając wino. Zawsze przesiaduje tam sporo gości, więc jest także ciasne. Rekompensują to stoliki na zewnątrz.

Zapach świeżo pieczonego chleba sprawia, że w czujemy się tam wspaniale. To miejsce spotkań ciekawych i aktywnych ludzi. "Charlotte" wprost emanuje pozytywną, inspirującą energią.

Adres: Plac Zbawiciela

Godziny otwarcia:

pn.- pt. 07:00 - 00:00,

sb. 09:00 - 00:00,

nd. 09:00 - 22:00

ZOBACZ WIDEO

Komentarze (505)
Zaloguj się
  • avatar

    zofiadyrman

    Oceniono 279 razy 227

    Ludzie, nie wierzcie w te brednie!
    99% warszawiaków je normalne śniadania w domach, a potem ciężko zasuwa w pracy, starając się efektywnie wykonywać swoje zadania. To, co tu jest opisane, to rozrywki 1% jakichś odpicowanych dupków, utrzymywanych z kieszeni tatusia albo dojenia jakiegoś NGO, fundacji czy innego zbiegowiska cwaniaków, które zaimponowały nieopierzonemu studencikowi-redaktorkowi na bezpłatnym stażu.
    Pozdrawiam całą pracującą Polskę!
    Warszawianka

  • avatar

    Oceniono 221 razy 197

    No proszę, żyję w tym mieście od urodzenia, podobnie jak większość moich znajomych i o modzie na śniadania dowiaduję się z gazety. Nie znam nikogo, komu by się chciało wstawać wcześniej, żeby o 7:00 iść na śniadanie w tygodniu. A w sobotę - żeby się wygrzebać z pościeli przed 11. A pracowników korporacji, agencji reklamowych i "dizajnerów" znam sporo. I wiem, że wolą zahaczyć po drodze o bazarek albo warzywniak i kupić sobie kajzerkę i pomidora, (w wersji lux - malinowego), albo owoce i zjeść to w pracy.

    Tak na marginesie: od razu wiedziałam, że wyleje się fala hejtu na warszawiaków. Naoglądaliście się kretyni "Magdy M" i "Teraz albo nigdy" i myślicie, że Warszawa to takie cuda na kiju, gdzie rano każdy obowiązkowo je śniadania za 40 zł w patisserie popijając kawą za 20 z ekologicznych upraw na zboczach Andów. Trochę zazdrościcie, trochę się boicie, że jak tu przyjedziecie to nie będziecie wiedzieć co to są macarons w Charlotte i kelnerka pomyśli, żeście prowincjusze. Ktoś wam powiedział, że w Warszawie jest praca, więc przyjeżdżacie a w barze na centralnym zamawiacie cappuccino zamiast macchiato, bo przynajmniej wiadomo jak to wymówić. A potem nie dojadacie, bo pracy jak wszędzie w Polsce nie ma, okazuje się, że kelnerki w Charlotte też nie wiedzą jak wymówić macchiato a śniadania, podobnie jak w Biłgoraju i Obornikach każdy je w domu a wieczorami włącza TVN, żeby zobaczyć warszawską rzeczywistość śliczną jak nigdy nie była i nie będzie.

  • avatar
  • avatar
  • avatar

    qulqa

    Oceniono 151 razy 95

    Ile wam zapłacili za reklamę na głównej stronie ?
    Rzygać się chce od hipsterów, lewaków, knajpek, skłotów, warsiawki.
    A pomyśleć, że była to kiedyś sensowna gazeta.

  • avatar
  • avatar

    adammichnikoff

    Oceniono 122 razy 88

    nowa forma lansu dla zewnątrzsterownych, intelektualnie ubezwłasnowolnionych, czyli lemingów. poza paroma nuworyszami widać tam głównie lemingów aspirujących (wannabes), którzy pracują na śmieciówce albo wiecznie "studiując" żyją z zasiłku od rodziców z Biłgoraja, albo załapali siię do korpopracy i jeszcze nie przeżyli pierwszej restrukturyzacji, która przekształci ich w klientów pośredniaka (co szybko wyleczy ich z croisanta z proszuto). Za to cwaniak, który założył "kultową miejscówkę" zbija kasę na gołodupcach.

  • avatar

    katorakta2

    Oceniono 100 razy 84

    a ja jestem z wiochy i zwariowałem na pukcie obiadu, który również jem o kazdej porze dnia!

    widac bida w tej warszawie jak ich tylko na sniadania stać!

  • avatar

    bandierarossa

    Oceniono 109 razy 83

    Stek bzdur i wypocin niedorobionego redaktorzyny. To co opisła ten baran to ekscesy 0,5 promila nadętych dypków z torebkami pedałkami przewieszonymi przez ramie. Normalni ludzie jedza sniadania w domu, nikt nie ma czasu na takie sranie w banie

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX