Nie marnować jedzenia!

aw
We wtorek, 8 kwietnia, w siedzibie Agory w Warszawie odbyła się konferencja dotycząca niemarnowania żywności. Okazało się, że jest to problem, który można rozpatrywać pod wieloma aspektami: odpowiedzialnych zakupów, zabierania do domu niedojedzonego dania z restauracji, sensownego przygotowywania szkolnych śniadań dla dzieci, planowania tygodniowych posiłków... Ciekawe okazały się rady panelistów i uczestników z sali dotyczące wykorzystywania resztek jedzenia.
mat. prasowe mat. prasowe

Co najczęściej wyrzucamy?

Interesującą częścią spotkania były propozycje znanej restauratorki, Marty Gessler, dotyczące wykorzystania rozmaitych, zalegających w domu resztek. W związku z tym przeprowadziłam króciutka ankietę wśród znajomych - zadałam im pytanie, jakie produkty spożywcze są w ich domach wyrzucane najczęściej. Rezultat sondy:

Darek: chleb i w ogóle pieczywo. Mięso, ale go nie wyrzucam, mam psy. Nabiał.

Małgosia: pieczywo, warzywa, nabiał, zielenina, konkretnie natka pietruszki.

Monika: warzywa i mięso z rosołu, chleb.

Olga: mleko, śmietana. Sałata.

Ja (Inka): chleb, warzywa, imbir, ziemniaki.

Michał: chleb, wędlina, żółty ser.

 

Dlaczego wyrzucamy właśnie to? I co zrobić, aby nie wyrzucać?

1
Fot. Juriah Mosin /shutterstock Fot. Juriah Mosin /shutterstock

Pieczywo

Z chlebem chodzi o to, że taki zwykły, sklepowy już drugiego dnia jest niesmaczny. A przecież nie zjadamy od razu po zakupach całego bochenka. Jeśli sczerstwiałe pieczywo jest dobre gatunkowo, nie będzie pleśniało, tylko obeschnie. Więc dosuszcie do końca, rozdrobnijcie w blenderze - i macie bułkę tartą. Okrojony ze skórki chleb i bułki można też pokroić w kostkę i uprażyć w piekarniku. Powstałe grzanki przechowają się długo, jeśli zamkniemy je w szczelnym opakowaniu i będziemy trzymali w suchym miejscu. Jeśli pokroiliśmy je grubiej, możemy wrzucać je do zup, jeśli mamy drobniutką kosteczkę - można w nich panierować np. kotlety. Kolejna propozycja to francuski "odzyskany chlebek", czyli pain perdu. Pyszny i na słodko, i na słono. Wystarczy roztrzepać jajko z mlekiem, i przyprawić do smaku, a potem zanurzyć w takiej mieszaninie kromki i usmażyć na złoto na maśle ? z obu stron. Mleko z jajkiem to podstawa, przyprawiamy w zależności od smaku chleba, który nam się zestarzał: jeśli mamy starą słodką chałkę, dodajemy nieco cukru albo cukru z wanilią. Jeśli odsmażamy chleb żytni czy pszenno-żytni, możemy dodać ulubione przyprawy: curry, sól i pieprz, zioła prowansalskie.

Polecam przepis na Bread and butter pudding

2
Fot. Jarosław Madejski Fot. Jarosław Madejski

Nabiał

Nabiał marnujemy chyba dlatego, że kupujemy za duże, jak na nasze potrzeby, opakowania.  Jeśli mamy pięcioosobową rodzinę, można kupić litrową maślankę. Ale co zrobi z tym singiel? Najprościej: dziś czy jutro wypijemy szklaneczkę do śniadania, a to, co zostanie, dodamy do ciasta na muffinki albo na pankejki. I jakoś zejdzie. Jogurt najlepiej kupować naturalny. Jeśli będziecie mieli ochotę na słodki, sami wkrójcie takie owoce, jakie lubicie, dodajcie trochę miodu, dobrej konfitury. A jeśli wmieszacie do jogurtu nieco wanilii i rozpuszczoną żelatynę - wyjdzie wam fajna, niskokaloryczna panna cotta. Ale jogurt naturalny to też podstawa dressingów i sosów, podawanych do surowych warzyw, jajek czy wędlin. O ile kupiliście jogurt gęsty, grecki czy bałkański - zróbcie tzatziki, wystarczy dodać startego ogórka, trochę czosnku i oliwy, sól i pieprz. Mleko kupujemy przeważnie w opakowaniach litrowych. Wszystko dobrze, jeśli lubimy zupy mleczne i często pijemy kakao. A co, jeśli używamy tylko odrobiny mleka do porannej kawy? Ja, jeśli widzę, że mleko już dwa dni jest otwarte, to albo zabieram się za pieczenie ciasta (drożdżowe, ucierane), albo robię sos beszamelowy, czyli zasmażam mąkę na maśle, zalewam mlekiem i bulionem, a potem wykorzystuję ten sos albo w zapiekankach, albo do zagęszczania zup zamiast śmietany, albo po prostu jako podstawę innego sosu do mięsa lub ryb: curry, chrzanowego, ziołowego.

Polecam przepis na mrożony jogurt imbirowo-cytrynowy

3
Fot. BBS Fot. BBS

Ziemniaki

Ziemniaki sprzedawane są w dużych siatkach, przeważnie co najmniej dwukilogramowych. Owszem, kiedyś do obiadu zawsze gotowało się ziemniaki, jednak teraz jemy ich znacznie mniej, często zastępujemy kaszami, innymi warzywami, bardzo często wystarczy nam po prostu sałata. No więc zjadamy trzy, cztery ziemniaki z takiej siatki, a potem one sobie leżą, kiełkują, miękną, gniją. Ale można przecież kilka zetrzeć na placki ziemniaczane jednego dnia, kolejnego kilka ugotować w mundurkach, obrać i zrobić ziemniaczaną sałatkę (pokrojone ziemniaki, jabłko, kiszony ogórek, cebula lub dymka, na to sos z oliwy, octu i musztardy, albo po prostu doprawiony musztardą majonez). Co jeszcze zrobić z ugotowanymi? Zagnieść ciasto na kluski albo kopytka. Zrobić farsz do ruskich pierogów (takie pierogi, jeśli zrobicie za dużo, można obgotować i zamrozić). Dodać rozgniecionego ziemniaka do surowego ciasta na chleb - pieczywo dłużej będzie wilgotne i świeże, nie obeschnie. Pokroić w plasterki, podsmażyć z cebulą, zalać roztrzepanymi jajkami i zrobić taki niemiecki omlet (Bauernomelette). Zrobić puree, a z niego angielską zapiekankę Shepherd's pie - na dnie formy mielone mięso z przyprawami i warzywami, na górze puree ziemniaczane (można jeszcze posypać górę startym serem), potem do piekarnika, zapiec. Z ziemniaków warto też robić domowe chipsy, będą zdrowsze od kupnych, zwłaszcza, że wcale nie musicie ich smażyć w głębokim oleju, wystarczy cienko pokroić, skropić oliwą i upiec - więcej smaku, mniej kalorii. Moje osobiste patenty na nadmiar ziemniaków są dwa: po pierwsze, zupa ziemniaczano-porowa, zaciągnięta śmietanką i zmiksowana na krem. Po drugie, ziemniaki pieczone z innymi warzywami: grubo je kroję, np. na ćwiartki, układam na blasze z kawałkami marchewki, pietruszki, selera, dyni, czy co tam jeszcze jest w lodówce. Solę grubą solą, posypuję rozmarynem, skrapiam oliwą. Piekę w 180 stopniach do miękkości.

Polecam przepis na sałatkę ziemniaczaną z pesto

4
Fot. Francesco83/Shutterstock.com Fot. Francesco83/Shutterstock.com

Zielenina

Zazwyczaj potrzebujemy kilku listków natki do posypania zupy, a kupujemy przecież cały pęczek. Reszta już na trzeci dzień robi się żółta i więdnie, a jeśli trzymamy ją w wodzie - gnije. Użyjmy zatem tyle, ile nam akurat potrzeba, a resztę posiekajmy, upchnijmy ciasno w małych pojemniczkach, np. takich po jogurcie, i zamroźmy. Potem, gdy będziemy potrzebowali odrobiny zieleniny do sosu czy zupy, po prostu sobie zeskrobiemy odpowiednią ilość. Z natki można też zrobić pesto, używając jej zamiast bazylii. Fajne są też całe gałązki zanurzone w cieście naleśnikowym i usmażone w głębokim tłuszczu - taka pietruszkowa tempura.

Polecam przepis na pesto pietruszkowe do spaghetti

5
Fot. Arkadiusz Ścichocki / AG Fot. Arkadiusz Ścichocki / AG

Wędliny i ser

Specjalnie, aby nie wyrzucać, kupujemy mniej, za to w plasterkach. A plasterki obsychają najszybciej. Nadmiar wędlin zużywam, smażąc sobie na pokrojonych solidną niedzielną jajecznicę. Kiełbasę i szynkę wkrawam do żurku albo dodaję do zupy chrzanowej. Szynkę można też zmiksować z masłem i przyprawami - będzie smarowidło do kanapek. Co z serem? Zeschnięty najlepiej rozdrobnić w blenderze albo zetrzeć na tarce - użyjemy potem zamiast parmezanu do spaghetti, posypiemy grzanki do zupy cebulowej albo wierzch dowolnej zapiekanki. Można też zrobić walijskie grzanki, welsh rarebit: wymieszać na gęstą masę żółtko ze śmietaną i mieloną gorczycą oraz startym serem, przyprawić solą i pieprzem, taką masę nałożyć na kromki chleba (trzeba je wcześniej zrumienić z obu stron na suchej patelni lub w tosterze) i wstawić na kilka minut pod rozgrzaną górną grzałkę piekarnika. Wyjąć, gdy masa serowa zacznie bąbelkować - to jest pyszne! Przy okazji: przeczytałam gdzieś, że jeśli zeschnie się nam cały kawałek żółtego sera, i to do tego stopnia, że pokrojenie czy starcie jest niemożliwe, a miksowanie w blenderze - niebezpieczne dla sprzętu, możemy odświeżyć go, wkładając na kilka godzin do mleka - powinien być zanurzony. Po wyjęciu i osuszeniu podobno smakuje, jak świeży i ponownie jest miękki. Tego sposobu jednak nie wypróbowałam osobiście, więc głowy nie daję.

Polecam przepis na kanapkę Philly Cheese

6
Fot. Marcin Kiełbiewski Fot. Marcin Kiełbiewski

Chilli i imbir

Świeże przyprawy, jak np. świeże chilli, świeży imbir - kupujemy, aby dodać odrobinę do potrawy, na jaką mamy ochotę, np. do tajskiej zupy czy do chilli con carne. Świeża papryczka chilli to jeszcze pół biedy, nic się nie stanie, jeśli nam wyschnie, i tak ją zużyjemy później w takich daniach, które wymagają użycia  chilli w płatkach (kruszymy nasze obsuszone papryczki) lub w proszku (mielemy). Pilnujcie tylko, aby chilli wam nie spleśniała, zamiast wyschnąć ? jeśli będziecie już pewni, że nie wykorzystacie świeżych strączków w najbliższym czasie, wyjmijcie je z lodówki i pozostawcie do wyschnięcia na zewnątrz.

Teraz imbir. Odkroiliście kawałek - do większości  dań tajskich wystarczy dodać plasterek o centymetrowej grubości - i co dalej? Odetnijcie kolejny kawałek kłącza, obierzcie go i pokrójcie w cieniuteńkie plasterki - wrzućcie do herbaty z cytryną, świetnie rozgrzewa! Plasterek imbiru dodany do normalnego polskiego rosołu sprawi, że smak będzie bardziej wyrazisty ? nie bójcie się, że zupa nabierze od takiego kawałeczka imbirowego smaku. Imbir sprawdzi się również w zupie marchewkowej i dyniowej. Pasuje do ryb o zwartym, białym mięsie ? weźcie choćby takiego pstrąga, ułóżcie go w żaroodpornym naczyniu i posmarujcie mieszaniną startego imbiru, czosnku, jalapeño i kolendry (składniki trzeba zmiksować na pastę) oraz odrobiny soku z cytryny, sosu sojowego i oleju sezamowego. Wystarczy 8 minut w 240 stopniach i ryba jest gotowa. Jeśli chodzi o słodkie dania, imbir świetnie sprawdzi się w cieście dyniowym, można dodać go do piernika, ucieranego ciasta z korzennymi przyprawami (kardamon, cynamon, gałka). Są też dziesiątki przepisów na kruche ciasteczka imbirowe. Imbir można też kandyzować - świeży obrany korzeń (100 g) kroimy w słupki lub w kosteczkę, zalewamy 100 ml wody i gotujemy prawie do miękkości, ok. 20 minut. Wsypujemy 100 g cukru, mieszamy, aż cukier się rozpuści, i studzimy. Kolejnego dnia gotujemy imbir w syropie 20 minut, studzimy. To samo robimy przez 2 kolejne dni. Po ostatecznym gotowaniu i ostudzeniu wyjmujemy kawałki imbiru z zalewy i zamykamy w słoiczkach - wytrzymają co najmniej pół roku, nie trzeba pasteryzować. A otrzymany imbirowy syrop można połączyć z sokiem z cytryn i pomarańczy, pogotować jeszcze jakiś czas, do lekkiego zgęstnienia i potem używać do lemoniad i innych napojów.

Polecam przepis na kurczaka smażonego w oliwie z imbirem

7
Fot. Paweł Mizieliński Fot. Paweł Mizieliński

Warzywa i mięso z rosołu

Najlepiej po prostu zjeść, bo to jest pyszne. Jeśli robią tak Francuzi (pot-au-feu) albo Austriacy czy Niemcy (Tafelspitz), to nie rozumiem, czemu my mamy być gorsi. No ale jeśli już tak jest, że smakuje nam wyłącznie czysty bulion z makaronem, warzywa możemy skroić do sałatki jarzynowej z majonezem (klasyka), albo podsmażyć na maśle i zjeść jako dodatek do obiadu. Samo mięso można przepuścić przez maszynkę, przyprawić do smaku i używać jako farszu do naleśników, pierogów, krokietów, drożdżowych lub francuskich pasztecików. Jeśli zmiksujemy ostudzone gotowane mięso z masłem lub twarożkiem naturalnym i porządnie przyprawimy pieprzem ? będzie fajna pastą do kanapek. Można też z kawałeczków mięsa kurczaka, cielęciny i wołowiny z rosołu zrobić takie niby-rillettes, czyli bardzo, bardzo długo gotować to mięso w gęsim lub kaczym tłuszczu na wolniutkim ogniu, najlepiej z dodatkiem paru ziaren ziela angielskiego i z listkiem laurowym. Jest sto razy lepsze od smalcu.

 

Polecam przepis na holenderskie krokiety

8
Więcej na ten temat: marnowanie, przepisy z resztek, resztki, żywność