We-dług le-gen-dy na Pół-wy-sep Arab-ski drzew-ka ka-wo-we przy-wieźć mie-li z Etio-pii Sa-bej-czy-cy, po-tom-ko-wie kró-lo-wej Sa-by i ży-dow-skie-go kró-la Sa-lo-mo-na. Po nich jed-nak - jak i po ewen-tu-al-nym ry-tu-a-le pi-cia (czy w każ-dym ra-zie spo-ży-wa-nia) ka-wy -?wszel-ki słuch za-gi-nął na ja-kieś dwa stu-le-cia przed Ma-ho-me-tem. Je-den ze zdzi-cza-łych ogro-dów ka-wo-wych Sa-bej-czy-ków zwró-cił póź-niej uwa-gę ima-ma mu-zuł-mań-skie-go klasz-to-ru w po-łud-nio-wym Je-me-nie po tym, jak miej-sco-wy pa-sterz po-ża-lił mu się, że pa-są-ce się tam ko-zy zo-sta-ły na-wie-dzo-ne przez de-mo-ny i prze-sta-ły sy-piać w no-cy. Imam przy-jrzał się bar-dzo uważ-nie ros-ną-cym w ogro-dzie drze-wom, po czym na sa-mym so-bie wy-pró-bo-wał po-bu-dza-ją-ce dzia-ła-nie ich li-ści i czer-wo-nych ja-gód. Prob-le-mem był jed-nak gorz-ki smak ka-wo-wych owo-ców, imam za-czął je za-tem pod-da-wać róż-no-ra-kim eks-pe-ry-men-tom i po wie-lu pró-bach od-krył, że naj-lep-szy efekt da-je upra-że-nie w ogniu, na-stęp-nie utar-cie na mia-zgę i wresz-cie za-la-nie wrzą-cą wo-dą.
I tak, pro-szę pań-stwa, mia-ła we-dług arab-skiej le-gen-dy po-wstać zna-na nam w dzi-siej-szej po-sta-ci ka-wa. Czy tak by-ło? Czy też ra-czej - we-dług in-ne-go prze-ka-zu - pier-wszą fi-li-żan-kę ka-wy po-dał zmę-czo-ne-mu Ma-ho-me-to-wi ar-cha-nioł Ga-briel? Któż mo-że wie-dzieć na pew-no?
W XVII wie-ku, tuż po przy-by-ciu do Eu-ro-py, ka-wa spot-ka-ła się z re-we-la-cyj-nym przy-ję-ciem głów-nie... w An-glii (gdzie przez po-nad 100 lat pi-to ją chęt-niej od her-ba-ty, a w pew-nym mo-men-cie mia-ła na-wet sta-no-wić za-gro-że-nie dla tam-tej-szych bro-wa-rów), na kon-ty-nen-cie nato-miast z po-cząt-ku ra-czo-no się nią prze-de wszyst-kim na dwo-rach i dłu-go mu-sia-ła wkra-dać się w ła-ski ma-so-we-go od-bior-cy: pier-wszą ka-wiar-nię otwar-to w 1645 r. w We-ne-cji, ko-lej-ną w 1659 r. w Mar-sy-lii. Sy-tu-a-cja zmie-ni-ła się ra-dy-kal-nie do-pie-ro po bi-twie pod Wied-niem, gdy w rę-ce zwy-cięz-ców wpa-dły licz-ne wor-ki z ka-wo-wy-mi ?bob-ka-mi?, któ-re po-cząt-ko-wo wzię-to za pa-szę dla wiel-błą-dów. O te trzy-sta wor-ków ?ni-ko-mu nie-po-trzeb-ne-go

Kawa pojawiła się na stołach zachodniej Europy na początku XVII w. - niemal w tym samym momencie co herbata, za to jakieś 80 lat po czekoladzie sprowadzanej przez Hiszpanów z Nowego Świata. Wcześniej, przez pięć lub więcej stuleci, znana była w świecie muzułmańskim pod arabską nazwą qahwa, czyli ?to, co pozbawia snu? lub ?to, co podnieca? (tak samo określano niekiedy również... wino). Importowano ją przede wszystkim z jemeńskiego portu Mokka (stąd późniejsza nazwa sprowadzanego stamtąd kawowego ziarna o charakterystycznym czekoladowym zapachu i smaku), choć sami Arabowie jako ojczyznę napoju wskazywali Etiopię, a konkretniej region miasta Kaffa, które miało dać napojowi nazwę - byłaby to zarazem druga, konkurencyjna do qahwa, etymologia. Brak jednak danych potwierdzających, by Etiopczycy przed Arabami przyrządzali napój kawowy - raczej tylko żuli ziarno lub liście dziko rosnących krzewów, zauważywszy ich pobudzające właściwości.

 

Według legendy na Półwysep Arabski drzewka kawowe przywieźć mieli z Etiopii Sabejczycy, potomkowie królowej Saby i żydowskiego króla Salomona. Po nich jednak - jak i po ewentualnym rytuale picia (czy w każdym razie spożywania) kawy - wszelki słuch zaginął na jakieś dwa stulecia przed Mahometem. Jeden ze zdziczałych ogrodów kawowych Sabejczyków zwrócił później uwagę imama muzułmańskiego klasztoru w południowym Jemenie po tym, jak miejscowy pasterz pożalił mu się, że pasące się tam kozy zostały nawiedzone przez demony i przestały sypiać w nocy. Imam przyjrzał się bardzo uważnie rosnącym w ogrodzie drzewom, po czym na samym sobie wypróbował pobudzające działanie ich liści i czerwonych jagód. Problemem był jednak gorzki smak kawowych owoców, imam zaczął je zatem poddawać różnorakim eksperymentom i po wielu próbach odkrył, że najlepszy efekt daje uprażenie w ogniu, następnie utarcie na miazgę i wreszcie zalanie wrzącą wodą.

 

I tak, proszę państwa, miała według arabskiej legendy powstać znana nam w dzisiejszej postaci kawa. Czy tak było? Czy też raczej - według innego przekazu - pierwszą filiżankę kawy podał zmęczonemu Mahometowi archanioł Gabriel? Któż może wiedzieć na pewno?

 

 

Hof zur Blauen Flasche, wiedeńska kawiarnia ponoć założona przez Jerzego Franciszka Kulczyckiego - obraz olejny z przełomu XIX i XX w.Fot. Wikimedia Commons

 

 

W XVII wieku, tuż po przybyciu do Europy, kawa spotkała się z rewelacyjnym przyjęciem głównie... w Anglii (gdzie przez ponad 100 lat pito ją chętniej od herbaty, a w pewnym momencie miała nawet stanowić zagrożenie dla tamtejszych browarów), na kontynencie natomiast z początku raczono się nią przede wszystkim na dworach i długo musiała wkradać się w łaski masowego odbiorcy: pierwszą kawiarnię otwarto w 1645 r. w Wenecji, kolejną w 1659 r. w Marsylii. Sytuacja zmieniła się radykalnie dopiero po bitwie pod Wiedniem, gdy w ręce zwycięzców wpadły liczne worki z kawowymi ?bobkami?, które początkowo wzięto za paszę dla wielbłądów. O te trzysta worków ?nikomu niepotrzebnego towaru? miał Jana Sobieskiego poprosić bohater tej kampanii - pozostający na służbie polskiego króla uszlachcony kozak, Jerzy Franciszek Kulczycki, który w trakcie oblężenia Wiednia dwukrotnie przekradał się z meldunkami do obrońców miasta przebrany za żołnierza tureckiego. Kulczycki w młodości spędził wiele lat na ziemiach podbitych przez Turków, znał ich język i obyczaje, dobrze wiedział, jak cenny łup dostaje mu się w udziale.

 

Trzy lata później otworzył Hof zur Blauen Flasche, Dom pod Błękitną Butelką. Była to pierwsza wiedeńska kawiarnia, gdzie po raz pierwszy zaczęto podawać kawę z mlekiem, a później z bitą śmietaną i lodami. Wdzięczni wiedeńczycy na cześć pana Kulczyckiego nazwali jedną ze swoich ulic Kolschitzkygasse, jednak część historyków uważa, że odpowiedni użytek z zawartości worków znalezionych w obozie Kara Mustafy zrobił wcale nie Kulczycki, a Ormianin nazwiskiem Johannes Diodato - to on miał założyć i prowadzić wspomnianą Hof zur Blauen Flasche.

 

Za to ponad wszelką wątpliwość Polacy odcisnęli swoje piętno na tradycji picia kawy w Rosji. Jeszcze nie tak dawno w moskiewskim hotelu Warszawa podawano "kawę po warszawsku", czyli z plasterkiem cytryny, co miało być ponoć niezawodnym remedium na kaca.

 

W rosyjskich domach "kofie  po warszawski" to najczęściej jednak kawa przygotowana na mleku - Rosjanie zalewają wrzącym mlekiem zmieloną kawę (czasami dodając do smaku cynamon, wanilię i cukier) i kilka razy ją zagotowują.