Taki właśnie młody bób, często kupowany jeszcze w strączkach, preferują smakosze. To bardzo wdzięczny materiał do kulinarnych eksperymentów.


- Jest pięknym zielonym dodatkiem do mięs i sałatek. Świetnie się sprawdza w połączeniu ze słonym boczkiem, w warzywnych ragout, czy w postaci purée z miętą do kotlecików jagnięcych - wylicza Agata Wojda, szefowa kuchni warszawskiej restauracji Opasły Tom PIW-u.


W polskiej tradycji jest inaczej. Bób zwykle kupujemy w woreczkach, gdy jest już dojrzały, gruby oraz pękaty. Potem go po prostu gotujemy i zjadamy.


- Taki bób smakuje jak fasola. Choć pyszny, to zupełnie nie nadaje się do czarowania w garnkach - mówi Agata Wojda.
A że czarować lubi, w przepisach, którymi dzieli się z czytelnikami "Kuchni", wykorzystuje tylko młody bób. Podkreśla, że trzeba go zblanszować i obrać.


Pani Agata podsuwa także parę niekonwencjonalnych pomysłów na urozmaicenie smaku dojrzałych ziaren. Po ugotowaniu bobu możemy do niego dodać na przykład:
- masło, koperek i czosnek;
- cytrynę, oliwę, grubą sól morską i świeżą miętę;
- oliwę, kolendrę, papryczkę chilli i skórkę z cytryny;
W każdym z wariantów składniki szybko mieszamy, a potrawę jemy oczywiście palcami.

 

 

 

.