W tej chwili piszę do was z Londynu - jestem na kulinarnym kursie w Le Cordon Bleu. Stolica Wielkiej Brytanii to raj smakosza, dziesiątki fantastycznych knajpek, które odwiedzamy wraz z żoną w wolnych chwilach, kolorowe bazary, gdzie można kupić wszystkie  składniki, jakie ci przyjdą do głowy. No i jest nasza uczelnia, w której na każdych zajęciach dowiaduję się niesamowitych rzeczy. Ostatnio zauważyłem, że wszyscy szefowie kuchni, którzy prowadzą z nami zajęcia, bardzo się starają, żeby nic się nie zmarnowało. Albo tylko niewiele. To oczywiste, kuchnia jest biznesem, tu każda strata jedzenia to strata pieniędzy. Do tego dochodzą jeszcze kwestie natury ekologicznej oraz etycznej.
Dowiedziałem się na przykład, że niechlubne pierwsze miejsce w Europie, jeśli chodzi o marnowanie żywności, zajmują właśnie Anglicy.
Dobrze, że rozsądni brytyjscy szefowie kuchni zauważyli problem i starają się to zmienić, przy okazji ucząc zwykłych ?zjadaczy chleba?, jak oszczędnie gospodarować, kupować mądrze i nie wyrzucać jedzenia.
A jak na tle Europy wygląda Polska? Jest ciut lepiej, choć do ideału nam  daleko. Aż 39% rodaków przyznało się, że regularnie wyrzuca produkty spożywcze do kosza - w rankingu krajów marnujących jedzenie daje nam to 5. miejsce na kontynencie.
Eksperyment
Co marnujemy
najczęściej?
Na czele rankingu są: wędliny, pieczywo, warzywa i owoce oraz nabiał. Zastanówcie się, czy i w waszym domu marnuje się to samo.
Proponuję pewien eksperyment. Notujcie przez pewien czas (np.

W tej chwili piszę do was z Londynu - jestem na kulinarnym kursie w Le Cordon Bleu. Stolica Wielkiej Brytanii to raj smakosza, dziesiątki fantastycznych knajpek, które odwiedzamy wraz z żoną w wolnych chwilach, kolorowe bazary, gdzie można kupić wszystkie  składniki, jakie ci przyjdą do głowy. No i jest nasza uczelnia, w której na każdych zajęciach dowiaduję się niesamowitych rzeczy. Ostatnio zauważyłem, że wszyscy szefowie kuchni, którzy prowadzą z nami zajęcia, bardzo się starają, żeby nic się nie zmarnowało. Albo tylko niewiele. To oczywiste, kuchnia jest biznesem, tu każda strata jedzenia to strata pieniędzy. Do tego dochodzą jeszcze kwestie natury ekologicznej oraz etycznej. Dowiedziałem się na przykład, że niechlubne pierwsze miejsce w Europie, jeśli chodzi o marnowanie żywności, zajmują właśnie Anglicy. Dobrze, że rozsądni brytyjscy szefowie kuchni zauważyli problem i starają się to zmienić, przy okazji ucząc zwykłych ?zjadaczy chleba?, jak oszczędnie gospodarować, kupować mądrze i nie wyrzucać jedzenia. A jak na tle Europy wygląda Polska? Jest ciut lepiej, choć do ideału nam  daleko. Aż 39% rodaków przyznało się, że regularnie wyrzuca produkty spożywcze do kosza - w rankingu krajów marnujących jedzenie daje nam to 5. miejsce na kontynencie.

 

Eksperyment - co marnujemy najczęściej

Na czele rankingu są: wędliny, pieczywo, warzywa i owoce oraz nabiał. Zastanówcie się, czy i w waszym domu marnuje się to samo. Proponuję pewien eksperyment. Notujcie przez pewien czas (np. przez miesiąc), jakie produkty lub dania musieliście - z różnych przyczyn - wyrzucić. Z tych zapisków jasno wyniknie, na co trzeba zwrócić szczególną uwagę.

A jeśli przy tym będziecie notowali, jakie dokładnie ilości jedzenia znajdą się w koszu - na przykład co tydzień 2 jogurty i 100 g szynki - dowiecie się dość nieprzyjemnej, ale ważnej prawdy: ile waszej ciężko przecież zarobionej kasy raz na miesiąc ląduje w śmieciach. Zdziwicie się, jak dużo. Przeliczcie to sobie na fajne buty, na które podobno was nie stać. Albo na wymarzoną torebkę...

 

Dlaczego wyrzucamy?

1. Bo przegapiliśmy termin przydatności do spożycia.

2. Bo rozszaleliśmy się w sklepie i zrobiliśmy za duże zakupy.

3. Bo nie umiemy właściwie przechowywać jedzenia.

4. Bo nie potrafimy przeliczyć ilości składników potrzebnych na porcję - przykładowo: ugotowaliśmy tyle zupy pomidorowej, że dałoby się nakarmić nią 10 osób - taki mamy garnek i już. Fakt, że nasza rodzina liczy sobie tylko cztery osoby, pozostał na drugim planie.

 

Najważniejsze: jak nie wyrzucać?

1. Terminy przydatności do spożycia: czytajcie ze zrozumieniem informacje na opakowaniu. Znajdziecie tam albo takie zdanie: Spożyć do...albo takie: Najlepiej spożyć przed..."Spożyć do..." jest informacją obowiązującą - po tym terminie lepiej nie ryzykujcie zjedzenia np. wędliny czy jogurtu.

 

Za to "Najlepiej spożyć przed..." to tylko termin sugerowany przez producenta, lepiej oddaje to forma angielska, czyli ?best before...?. Tutaj każdy z nas powinien kierować się zdrowym rozsądkiem i (jeśli wolno mi tak powiedzieć) zmysłami: o ile na nos i na oko dany produkt jest w porządku, nie wyrzucajcie go?- prawdopodobnie można go zjeść i po sugerowanym terminie. Przykłady? Pieczywo, mąka, kasza lub makarony.

 

2. Opakowania: do polskich śmietników trafia bardzo dużo wędlin. Wyrzucamy je, bo?rzeczywiście po terminie ważności robią się niebezpieczne dla zdrowia, więc po co ryzykować? A wystarczyłoby przecież rozpakować szynkę z plastiku i luźno zawinąć w pergamin, włożyć do papierowej torebki śniadaniowej lub przełożyć na talerzyk i przykryć ściereczką. Uwaga na kupowanie wędlin w plasterkach - jeśli jednak tak wolicie, wybierajcie naprawdę małe porcje, bo krojona wędlina ma znacznie krótszy żywot niż ta w kawałku.

 

Przechowujcie wędliny na tej półce w lodówce, gdzie temperatura wynosi 3-7°C. Te same uwagi odnoszą się do żółtych serów - z tym, że tu jest jeszcze gorzej - nadmiar wędlin można zamrozić, serów - nie.

 

3. Drugie życie chleba: w koszu ląduje też sporo pieczywa. Bo się zsycha, bo pleśnieje, bo kolejnego dnia kupiliśmy świeże, więc jak jeść stare, skoro nowe lepsze? Co zatem z chlebem i bułkami? Zróbcie tartą bułkę, pokrójcie na grzanki (jeśli wysuszycie je w piekarniku bez tłuszczu i szczelnie zapakujecie, wytrzymają nawet dwa tygodnie, a będą fajnym dodatkiem np. do zup), przyrządźcie francuskie tosty (czerstwe kromki zanurzcie w roztrzepanym jajku i usmażcie, pycha!) albo kwas chlebowy. Pieczywo świetnie nadaje się też do zamrażania. I jeszcze moja rada: nie kupujcie najtańszego pieczywa, lepiej mniej, za to dobrej jakości - pieczywo na naturalnym zakwasie starzeje się o wiele wolniej.

 

4. Dodatki do drugich dań - bardzo często zostają ziemniaki, ryż i makaron. Podpowiadam: ziemniaki świetnie zagęszczają wszelakie kremy warzywne, nadają się na kopytka, kluski śląskie lub kotlety. Makaron zużyjecie w sałatkach, dodacie do ugotowanej kolejnego dnia zupy, może też być bazą lunchu, który zabieracie ze sobą do pracy. Ryż można przyrządzić na sposób azjatycki, czyli przesmażyć z jajkiem, lub podać w zapiekance na milion sposobów. Ja jednak polecam moje ukochane arancini, ryżowe kulki, które nadziewamy dowolnym farszem, np. sosem bolońskim, mozzarellą czy groszkiem, panierujemy w tartej bułce i smażymy w głębokim tłuszczu.

 

5. Gotowane mięso z rosołu - to pytanie słyszę bardzo często, choć przyznam, że trudno mi je zrozumieć, ja sam pochłonę każdą ilość. Nie bójcie się, nie będę radził wam, abyście lepili pierogi, wiem, że to pracochłonne. Ale już fajny farsz do sajgonek lub naleśników można z gotowanego mięsa zrobić. Pamiętajcie tylko, że nie ma ono szczególnie intensywnego smaku, zatem przyprawcie je porządnie: świetnie sprawdzają się przyprawy z kuchni azjatyckiej: sos sojowy lub ostrygowy, kolendra, sezam. Albo z kuchni indyjskiej (curry, kumin).

 

Zamrażarka to sprzymierzeniec!

Już kiedyś pisałem, że powinna być załadowana do pełna, bo wtedy żre mniej prądu. Więc jeśli widzicie, że kupiliście czegoś za dużo i na pewno tego nie zjecie w najbliższym czasie - podzielcie na porcje i zamroźcie.

Pamiętajcie, że mrozić można gotowe dania: zupy, gulasze, sosy. Także nadmiar ciasta kruchego lub francuskiego. Albo gotowe bułeczki drożdżowe - zamrożone wsadzicie na parę minut do piekarnika i znowu będą świeżutkie.