Przedtem po prostu go nie było. Nie pojawiał się w żadnych książkach kucharskich. Istniały już, co prawda, podobne desery, była zuppa inglese (?angielska zupa? popularna w Toskanii) czy bavarese lombarda. W obu tych przysmakach bazę stanowią ciasteczka savoiardi (podłużne biszkopty, u nas nazywane kocimi językami), które zanurza się w jakimś słodkim likierze, a potem przekłada kremem z żółtek i cukru.

 

Jak to czasem w kuchni bywa, o powstaniu tiramisu zadecydował splot okoliczności. Miejsce akcji: restauracja w Treviso, niedaleko Wenecji. Bohaterowie: młoda karmiąca matka i młody kucharz.

 

Wspomniana restauracja to Alle Beccherie, od pokoleń należąca do rodziny Campeol. Podaje się tu jedzenie tradycyjne, specjały typowe dla Veneto, np. polenta e baccala (polentę z solonym dorszem), i dla samego Treviso, skąd pochodzi najlepsza odmiana radicchio zwana właśnie trevigiano (świetnie sprawdza się w risotto). Są też potrawy znane w całych Włoszech północnych, jak cudowne bollito misto, czyli różne rodzaje mięsa ugotowanego w rosole i podanego z sosami. Krótko mówiąc - kuchnia jest wyśmienita.

 

Pierwsza bohaterka, pani Alba Campeol, narodziny słynnego deseru wspomina tak: - Było to na początku lat 60. Miałam maleńkie dziecko, karmiłam je piersią. Moja teściowa codziennie przychodziła do mnie z takim podwieczorkiem: żółtko ubite z cukrem (zwane w dialekcie sbatudin), filiżanka mocnej kawy i kilka biszkoptów. Powtarzała przy tym zawsze: - Z tymi pysznościami będziesz miała więcej mleka. Jedz, kochana, i pij, bo musisz nabrać siły.
Włoski czasownik tirarsi su oznacza właśnie: wracać do sił, podnieść się fizycznie i psychicznie.

 

Tu wkracza drugi bohater: kucharz Roberto Linguanotto, zwany Loly, który wówczas pracował w restauracji rodziny Campeol. Gdy tylko pani Alba ?podniosła" się z połogu, z nową energią wróciła do kuchni. Postanowiła stworzyć przysmak, który składałby się właśnie z sbatudin, kawy i biszkoptów. Bo miał być dla wszystkich: i dla dorosłych, i dla dzieci.
Nowy deser był wspólnym dziełem Alby i Roberta. Do sbatudin dodali mascarpone - to bardzo popularne połączenie, szczególnie w Wenecji. Ciasteczka namoczyli w dobrym espresso i stworzyli przekładaniec, który potem lekko oprószyli gorzkim kakao. Swoje dzieło nazwali tiramesu (odmiana dialektalna), a nie tiramisu.

 

Jaki jest oryginalny tiramesu? Okrągły. Prosty i bez udziwnień. Ozdobiony podłużnymi biszkoptami na kształt kwiatu. Nie ma w nim mocnego alkoholu, żadnego koniaku ani likieru, bo musi być właśnie dla wszystkich.
To właśnie na punkcie tiramesu oszalał świat. A potem zaczęły powstawać liczne wariacje na temat oryginału, nie wszystkie jednak można już nazywać tiramesu. Ale to zupełnie inna historia.

 

 

Rys. Anna Ładecka


>>>Zobacz przepis na oryginalne tiramesu<<<