Boże Narodzenie wiąże się dla mnie z przygotowaniami, które zaczynają się już pod koniec października. Odbywa się wtedy w domu Stirring Sunday, czyli "Niedziela mieszania", podczas której przygotowywany jest Christmas pudding. Będziemy go jedli w pierwszy dzień świąt. Zgodnie z tradycją, każdy członek rodziny powinien raz zamieszać masę z mąki, bakalii i cukru, by mieć szczęście przez cały następny rok! Wigilię już od dawna jemy po polsku, z całym bogactwem ryb: śledź taki i owaki, karp, sandacz, szczupak, łosoś, węgorz. Ryby staram się serwować także podczas świątecznych obiadów, na przykład jako przekąskę w pierwszy dzień świąt lub na kolację dla przyjaciół, wieczorem w dzień drugi. Najczęściej jest to łosoś marynowany na sposób szkocki - podobny, chociaż nie do końca, do szwedzkiego gravadlax; a odmienny od niego ze względu na dodatek Drambuie, szkockiego likieru na bazie whisky, miodu i ziół) oraz nieprawdopodobnie piękna i smaczna galareta z wędzonego węgorza z cytrynami i burakami, która zawsze wywołuje zachwyty wśród biesiadników.

W naszym domu we Florencji od czasu, gdy mój brat poślubił Ginevrę - dziewczynę z Ferrary, nie ma świąt bez pasticcio di maccheroni. Jest to makaron z sosem, zapieczony w kruchym cieście. Renesansowe danie, które przetrwało do dziś! W Ferrarze dodają do niego białe trufle, a we Florencji sos jest z gołębi. Ponieważ nie znoszę drobiu, a gołębi szczególnie, w Warszawie wymyśliłam wersję pasticcio z dodatkiem soku i skórki z pomarańczy, a sos robię wieprzowo-wołowy. Do ciasta dodaję jednak cynamon i gałkę muszkatołową, zgodnie z przepisem z XV wieku. Pasticcio jest niezwykle pracochłonne, ale warte każdej chwili, którą mu się poświęca.

Po takim obiedzie nikt nie chce ciężkiego deseru. Serwuję wtedy ulubiony bożonarodzeniowy przysmak mojego dzieciństwa. Pamiętam do dziś, jak na stół wjeżdżały cudowne góry galaretki z pomarańczy, udekorowane bitą śmietaną! Przez wiele lat, pracując dla różnych pism, doradzałam zapracowanym kobietom, jak zrobić "Święta last minute" - czyli szybko, ale efektownie. Uważam jednak, że raz do roku można, ba! nawet należy poświęcić sporo czasu gotowaniu, by przyrządzić coś dobrego dla rodziny i przyjaciół. Niech to będą tradycyjne dania albo coś, co bardzo lubimy, ale nie mamy czasu przygotowywać tego na co dzień. Niech gotowanie w święta będzie "slow" i stanie się gestem miłości w stosunku do najbliższych i do nas samych. Tego wszystkim serdecznie życzę!

Tessa Capponi-Borawska

Urodziła się we Florencji. Od ponad 25 lat mieszka w Polsce. Wykłada dzieje Włoch i historię włoskiej kuchni na Uniwersytecie Warszawskim. Do Italii wraca często: podczas tych podróży najbardziej lubi odkryć coś nowego i zjeść coś wyjątkowego. Najchętniej w towarzystwie swego męża Jakuba.