4 wielkie, świeże łososie, 10 skarpii, czyli turbotów, 18 nagładów (również spore ryby flądrowate), 18 łobanów, 3 kosze stynek, tyleż ostryg, w jednym koszu wyjęte z muszli, do tego flaczki z dwustu dorszy, 50 funtów wieloryba, 12 homarów, 50 krabów, 9 aloz, 18 pstrągów, 9 szczupaków, 18 minogów i jeszcze trzysta larw minoga, 200 raków, tyleż śledzi, 24 solone łososie, kosz małżów i - jesteśmy we Francji - 1000 żab.

Nie są to potrawy z uczty Trymalchiona, ale dania wielkopostnego obiadu, wydanego przez paryską kurię na cześć Elżbiety Austriackiej, młodej żony króla Karola IX. Przyjęcie odbyło się w piątek, 30 marca AD 1571, na dwa tygodnie przed Wielkanocą. Nie wiadomo, ilu było biesiadników, nie ma przecież wątpliwości, że najważniejsi z nich nie tylko dostęp mieli do każdego z przysmaków, ale nakładano im, ile tylko zjeść chcieli i mogli. A przecież posiłek odpowiada postnym wymogom, a nawet jest wyrazem pewnej powściągliwości.

Znaleźć się w nim mogły jeszcze takie przysmaki, jak potrawka z markaczki, łyski czy innego ptaka wodnego, pieczeń z wydry lub ogon bobra. Jest on pokryty łuską i całkiem niedawno, w internetowej dyskusji, odnalazłem twierdzenie, że "ogon bobra to normalna ryba tylko zakończona bobrem, a nie rybią głową, jak w przypadku innych ryb". Wyżej wyliczone stworzenia są postne, "ponieważ" - jak pisał ksiądz Jędrzej Kitowicz - "te zwierzęta mają więcej przyrodzenia wodnego niż ziemnego." Nie było ich przecież na paryskim stole, a co do wieloryba, to w owych czasach nikt nie podejrzewał, że jest ssakiem. Zimnokrwiste żaby nie dla wszystkich nadają się do jedzenia, ale dla żabojadów dobre są i w post.

W tymże XVI wieku, i również we Francji, pewien wiejski pleban jeszcze lepszy miał pomysł na jarskie mięso - przyłapany w post na jedzeniu gęsi, tłumaczył się, że spadła z drzewa, to uznał ją za owoc. Posty starsze są od chrześcijaństwa, które przejęło je od judaizmu i wszędzie chyba i zawsze wywoływały wykręty lub sprzeciwy. Marcina Lutra kacerstwo, czyli odstępstwo od kościoła katolickiego, tłumaczy się miedzy innymi niechęcią do oliwy. Jak wielu mieszkańców chłodniejszych części Europy, uwielbiał masło. "W Rzymie" - pisał - "drwią sobie z postu, ale nas zmuszają do jedzenia oleju, którego by nie chcieli nawet do czyszczenia butów. Jedzenie masła większym się staje grzechem od kłamstwa, bluźnierstwa, życia w nieczystości".

W tamtych czasach dni postnych i bezmięsnych było w chrześcijańskiej Europie ponad pół roku. Obecnie sześciotygodniowy niegdyś Wielki Post, podczas którego nie tylko mięsa jeść nie było wolno, ale również jajek i masła, skurczył się do dwóch dni - Środy Popielcowej i Wielkiego Piątku. Należy wtedy ograniczyć jedzenie do dwóch lekkich posiłków i jednego solidniejszego.

W zwyczajne piątki wymagane jest tylko powstrzymywanie się od spożywania potraw mięsnych. Z dyspensą dla wiernych, "którzy nie mają możliwości wyboru pokarmów i muszą spożywać to, co zostanie im podane." A moja teściowa w piątek nie pija kawy. Nie pija, bo kawę bardzo lubi, a myśli, że dzień wstrzemięźliwości nie powinien ograniczać się do niejedzenia mięsa, ale wymaga również rezygnacji z różnych przyjemności i przyjemnostek. I nie zastanawia się, czy bóbr jest rybą.

Ludwik Lewin

dziennikarz, poeta i pisarz, znawca kuchni i zacnych trunków. Mieszka w Paryżu. Kontakt: ludwik.lewin@wanadoo.fr