I wożą go do dziś dnia po całym świecie, w czym wydatnie pomagają im Polacy, Ukraińcy, Rosjanie i inni, raczej wschodni Europejczycy.

Teoretycznie chrzan jest przyprawą globalną, uprawia się go nawet w Chinach. Stan Illinois chlubi się tym, że dostarcza ponad połowę światowej produkcji, a tamtejsze miasto Collinsville proklamowało się światową chrzanu stolicą. Przesadza i stan, i miasto, ale prawdą jest, że największe uprawy są w Stanach Zjednoczonych. Za nimi idą Węgry. Niemcy, Austriacy i Polacy są w ścisłej czołówce.

Oprócz Egipcjan, chrzan znali Grecy i Rzymianie, pisał o nim Pliniusz. Bardzo długo był traktowany przede wszystkim jako roślina lecznicza. A i dzisiejsza medycyna potwierdza zdrowotne właściwości chrzanu - otwiera on oskrzela, rozszerza naczynia krwionośne, zabija mikroby, ma działanie wykrztuśne, poprawia ogólną odporność organizmu. Niektórzy twierdzą, że chrzan jest również afrodyzjakiem, czyli czymś na kształt viagry.

Choć chrzan to duma Bawarii i must alzackiego posiłku, choć Anglicy robią musztardę chrzanową, która Szekspirowi posłużyła do wzmocnienia metafory, to przecież przyprawa ta kojarzy się przede wszystkim z naszym kawałkiem Europy i uważana jest przez większość pisarzy kulinarnych za specjalność polską i żydowską. Prawda to niewątpliwa, że chrzan zawsze obecny jest na sederowym stole, czyli wieczerzy rozpoczynającej Pesach, święto zwane w Polsce Żydowską Wielkanocą. Prawdą jest też, że i polska Wielkanoc niewyobrażalna jest bez chrzanu. W tym momencie przypomniałem sobie, że święta się zbliżają, a u mnie chrzanu ani jak na lekarstwo, ani do sosu. Spacerek po supermarketach pozwolił mi na stwierdzenie, że ten chrzan to ostra ściema, bo w większości słoików z napisem chrzan, chrzanu jest ledwie połowa, a reszta to woda i różne, równie nieoczekiwane, co nieupragnione składniki.

W rozpaczy zadzwoniłem do Staszka Staniszewskiego, szefa sieci karczm Raz na Wozie i piewcy jadła Ziemi Łódzkiej. Natychmiast przysłał mi dwa opakowania struganego chrzanu, podobno ekologicznego, ale bez etykietki. Zwróciłem się więc do Heniutki Szczepanowskiej, mej wyroczni w sprawach gastronomicznych. Poleciła mi chrzan państwa Traczów z Dąbrowy Tarnowskiej. Poleciła to za dużo powiedziane, bo dodała natychmiast, że sprzedawany jest tylko lokalnie i ona niemal cudem sprowadza go do Bystrzycy Kłodzkiej. Od Staszka miałem też opis obrowskiej zupy chrzanowej, z ministerialnej listy produktów regionalnych. Pochwaliłem się nową wiedzą Heniutce i natychmiast zostałem ochrzaniony: - Przecież zupę chrzanową na Wielkanoc jedzą w całej Polsce! - stwierdziła, a na drugi dzień wysłała mi dwa rodzinne przepisy - jeden postny, drugi tłusty. Mały spacerek po Wielkiej Sieci uświadomił mi, że faktycznie jest to specjalność dosyć powszechna. Na wyśmienitym portalu www.potrawyregionalne.pl znalazłem sześć podhalańskich przepisów na różne odmiany zupy chrzanowej. Tak zacięcie szukałem, że niczego nie napisałem. Zebrałem więc te notatki pod nagłówkiem "Oda do Chrzanu". Na co Heniutka: - Przecież ta proza, to nie oda. I stąd właśnie obecny tytuł.

Ludwik Lewin

dziennikarz, poeta i pisarz, znawca kuchni i zacnych trunków. Mieszka w Paryżu. Kontakt: ludwik.lewin@wanadoo.fr