Wędzone w dymie śliwki węgierki, o których mowa w starej opowieści, zwane są w Beskidzie Wyspowym suskami sechlońskimi. Określenie to pochodzi z lokalnej gwary i oznacza suszki, czyli podsuszone i podwędzone śliwki, których tradycyjna metoda produkcji, sięgająca XVIII w., wywodzi się ze wsi Sechna. A że gdzie sechlok (chłopak z Sechnej) się żenił, tam też budował suszarnię, szerząc tradycję, to i dzisiaj suski wytwarzane są na terenie czterech małopolskich gmin: Laskowej, Iwkowej, Łososiny Dolnej i Żegociny.


Nazwisko Joniec po raz pierwszy pojawia się w kronice parafialnej miejscowości Ujanowice w XVII w. Już wtedy beskidzkie wzgórza obfitowały w drzewa owocowe, a zbiory suszono i wędzono, co umożliwiało jedzenie śliwek również zimą. Po ponad czterystu latach Kazimierz Joniec, kolejny sadownik z rodu i równocześnie prezes Stowarzyszenia Producentów Owoców i Warzyw w Ujanowicach, wykorzystując całą nabytą od ojca wiedzę, wędzi śliwki w przydomowej suszarni, gdzie czynności tej przyglądają się trzej jego synowie. - Tata mój nic mi nie musiał tłumaczyć - opowiada pan Kazimierz. - Co dzień przecież patrzyłem, jak w odpowiednim momencie decydował o zbiorze owoców. Widziałem, jak wybiera do suszenia najdorodniejsze śliwki i jak ich w suszarni dogląda. Zawsze mi mówił: ?To jest proste, synu, jak się umi?. Rzeczywiście, umiał. Dzięki niemu wiem dzisiaj, jakim drewnem palić, jak utrzymać temperaturę i wilgotność w suszarni, ile owoców wysypać na ruszt. Wiedza producentów susek oparta jest po prostu na naszym życiowym doświadczeniu.

 

produkty ekologiczne, śliwka, slow food

fot. Jola Lipka

Metoda wytwarzania susek sechlońskich nie zmieniła się od setek lat. Owoce zbiera się mniej więcej w połowie września. Przebrane zdrowe śliwki gospodarze rozkładają ręcznie na długich, drewnianych deskach, przez które przenika dym z palonego poniżej drewna drzew liściastych: buku, brzozy, grabu, śliwy. Temperatura w suszarni wynosi 45-70 C. Po sześciu dniach podwędzone i gotowe do jedzenia suski wybiera się z rusztu - również ręcznie, aby ich nie uszkodzić. W trakcie ich wytwarzania zabronione jest stosowanie jakichkolwiek środków konserwujących. Wszystko to czysta natura.


Słodka, z wyczuwalnym posmakiem i aromatem dymu, lepka i elastyczna, z mięsistym miąższem oraz błyszczącą, pomarszczoną, ciemnogranatową skórką - taka właśnie jest suska sechlońska. Niebo a ziemia w porównaniu do kalifor- nijskiej, tak mocno promo-wanej na naszym rynku, która nie dość, że nie smakuje równie wyśmienicie, to jeszcze jest po prostu droga. - Suska z kostką (w gwarze to słowo oznaczające pestkę) ma inny smak, pachnie intensywniej i ma uznane walory zdrowotne. Choć nie jest tak duża, jak ta kalifornijska, to jednak tradycja wytwarzania i dogodny mikroklimat Beskidu Wyspowego stanowią o dobrej jakości właśnie naszego produktu - przekonuje pan Joniec.

 

produkty ekologiczne, śliwka, slow food

fot. Jola Lipka

Na koniec niech przemówią fakty. Wyróżnienie w konkursie ?Nasze Kulinarne Dziedzictwo? w roku 2000. Cztery lata później, podczas targów Polagra, nagroda w konkursie ?Perła 2004? na najlepszy polski regionalny produkt żywnościowy dla suski pochodzącej z suszarni pani Kazimiery Jonik z Sechnej. W 2006 r.  - I miejsce w plebiscycie ?Małopolski Smak?. Największą jednak nagrodą dla sadowników kultywujących tradycję wędzenia suski sechlońskiej zdaje się być wpisanie jej do rejestru Chronionych Oznaczeń Geograficznych na podstawie rozporządzenia Komisji Europejskiej, chroniącego nazwę i zapewniającego autentyczność produktu. Kolejnych rekomendacji chyba nie trzeba. Cóż pozostaje? Wziąć garść naszych polskich susek i wrzucić je do pachnącego świątecznego kompotu z suszu.