Pasję pszczelarską i pasiekę w Tomaszowie Mazowieckim Maciej Jaros odziedziczył po dziadku. Miodosytnictwem zajął się w 1991 r., kiedy to z radia dowiedział się, że dzień wcześniej weszła w życie ustawa pozwalająca prywatnym firmom produkować alkohol. Jaros miał wówczas zapas 10 ton miodu pszczelego, którego nie mógł upłynnić - handel prywatny raczkował, a spółdzielczy dogorywał. Dziś Jarosowe miody pitne idą jak woda w Polsce i w USA. Firmę prowadzi ojciec z synami. Starszy z nich, Marcin, jest miodosytnikiem z papierami - z technologii fermentacji zrobił magisterium.

Pod marką Pasieka Jaros od lat trafia do sprzedaży blisko 40 tys. butelek dwójniaka (brzeczka powstaje z miodu rozcieńczonego wodą w stosunku 1:1), trójniaka (odpowiednio 1:2) i półtoraka (2:1). Jarosowie nie planują zwiększania produkcji, zamiast "dużo" wolą "dobrze". Myślenie arkuszami kalkulacyjnymi, rosnącymi z roku na rok słupkami produkcji i zysku jest im zdecydowanie obce. Pasują jak ulał do slowfoodowego grona.

Jeśli chodzi o jakość i naturalność produktów spożywczych, to ani w pracy, ani w życiu codziennym nie uznają kompromisów. Sami wypiekają chleb, robią wędliny i przetwory, a sery kupują w zaprzyjaźnionych gospodarstwach. Nic dziwnego, że produkowane przez nich miody pitne otrzymały rekomendację organizacji Slow Food, a Dwójniak Koronny został przyjęty do Arki Smaku, programu mającego na celu ochronę tradycyjnych i unikalnych produktów spożywczych z całego świata, którego nazwa nawiązuje do starotestamentowej Arki Noego.

- W latach 90. przyjeżdżało do nas wielu hochsztaplerów. Mówili, że jak im damy skrzynkę naszych miodów, to nas wypromują za granicą. Prawdę mówiąc, myśleliśmy, że Jacek Szklarek (szef polskiego Slow Foodu - przyp. red.) też jest jednym z nich - wspomina Maciej Jaros. Poparcie organizacji Slow Food zaowocowało obecnością Jarosów na Salonie Smaku w Turynie (gdzie ich miodów próbował m.in. książę Karol) oraz kontaktami z innymi drobnymi producentami i rzemieślnikami, którzy mają podobny pomysł na życie. - Dowiedzieliśmy się, że można hodować nie więcej niż dwadzieścia kóz, robić sery z ich mleka i z tego się utrzymywać. Okazało się, że jest wielu ludzi myślących podobnie jak my. To nam dodało otuchy - mówi Maciej Jaros.

Miody pitne z Pasieki Jaros są dostępne w sklepach winiarskich (pełna lista na stronie pasiekajaros.pl), w sklepach ze zdrową żywnością oraz bezpośrednio w pasiece. Można je wykorzystać w kuchni - np. Dwójniak Koronny jako dodatek do lodów, a Trójniak Trybunalski do pieczenia mięs (doskonale sprawdzi się do podlania pieczeni z szynki cielęcej - przepis powyżej). Na pytanie, jak degustować miody, pan Maciej trochę się krzywi i sugeruje, żeby podchodzić do nich bez zbytniego nabożeństwa. Przyznaje, że można się bawić w identyfikowanie nut smakowych, analizować ich harmonijność, ale najważniejsze jest, aby miód nie był za słodki i żebyśmy mieli ochotę na drugi łyk. - W gębie ma zostać tylko aromat - dodaje po męsku.

Miody pitne

półtorak: 1 część miodu, 1/2 części wody
dwójniak: 1 część miodu, 1 część wody
trójniak: 1 część miodu, 2 części wody

Roztwór wody i miodu poddaje się fermentacji przez 6-8 tygodni. Następnie miód leżakuje od roku do kilku lat - wtedy rozwija się jego bukiet. W miodach owocowych wodę zastępuje się sokiem owocowym.