Browar kontraktowy Kraftwerk jest przykładem dobrej roboty, ale też pomysłowości w realizacji marzeń. To wynik spotkania Mateusza Bortela-Gogolińskiego (z żoną Dagmarą prowadzi w Mikołowie knajpkę Kino Caffe) z Pawłem Solikiem, piwowarem domowym. Początkowo warzelnia miała powstać na zapleczu Kina, lecz w końcu wspólnicy postanowili robić trunki według własnych receptur w już istniejących browarach. - Znalezienie zakładu, który zgodzi się współpracować, nie jest proste - mówi Bortel-Gogoliński. - Browarnicy mają swoje tajemnice, boją się wpuszczać obcych. Nie wszyscy są skłonni do pomocy przy ?przekładaniu? domowych receptur na te sprawdzające się w większej skali. Obawiają się również, że zapaleńcy coś sknocą - a jeśli piwo się zepsuje, to browar będzie musiał coś z nim zrobić; narazi się też na wymówki i przestanie być miło. - Poza tym - tłumaczy - kontraktowcy też mają swoje wymagania. My np. szukaliśmy browaru o małych kadziach fermentacyjnych, takich do 20 hl, bo robimy piwa w krótkich seriach. Jeżeli warka jest mała, a kadź duża, to w tej kadzi znajdzie się więcej powietrza, a więc i tlenu, który sprzyja powstawaniu diacetylu [wada piwa, związek chemiczny o zapachu kefiru, masła lub toffi - przyp. aut.].

 

Kiedy Mateusz i Paweł znaleźli chętny browar (gliwicki Majer), zaczęli dyskutować nad nazwą projektu. - Wiedzieliśmy, że musi być w niej słowo craft (ang. rzemiosło), ale zapisywane przez ?k? (jak niem. Kraft - moc, siła), które jednak do niczego nam  nie pasowało. I gdy tak siedzieliśmy, usłyszeliśmy w radiu Rammsteina - przeróbkę utworu ?Das Model? grupy Kraft-werk. To było to! Pomysł, jak zdobyć kasę na rozruch i firmowy samochód, też był niebanalny. Na portalu wspieram.to Kraftwerk ogłosił zbiórkę pieniędzy w zamian za nagrody - limitowane edycje piw, koszulki, zestawy sprzętu dla piwowarów domowych; ci, którzy wpłacili tylko złotówkę, dostawali darmowe espresso w Kino Caffe. Nagrody ufundowały też inne małe browary, kluby i sklepy. Że co? Konkurencja? Nie! Grupa drobnych przedsiębiorców wspierających się wzajemnie na zasadzie ?dziś ty mnie, jutro ja tobie?. Czyli - jak mówią socjologowie - grupa o wysokim kapitale społecznym.

 

Kraftwerk warzy dziś w trzech browarach: oprócz Majera to Reden Świętochłowice i Wąsosz Konopiska. Dwa ostatnie zostały wybrane ze względu na większe moce przerobowe, Majer zaś gra rolę laboratorium. Piwa są głównie górnej fermentacji, w stylach belgijskich, amerykańskich czy angielskich, jednak mocno zremiksowanych. Rogaty to milk stout, gdzie oprócz standardowej laktozy znalazły się ziarna kakaowca i cztery odmiany chilli: ancho, chipotle, guajillo i pasilla. Zapowiadana na Wielkanoc Południca to waloński saison (fr. sezon) - lekkie, orzeźwiające piwo, które warzono jesienią lub zimą, by było gotowe na lato dla pracujących w polu robotników. W wersji Kraftwerku są polskie akcenty: kwiat lipy oraz nasze przyprawy do deserów: wędzone śliwki i skórka pomarańczowa. Mateusz i Paweł krzewią także (na etykietach) tradycję śląską: Bebok to trunek inspirowany bajkowym stworem, którym straszono niegrzeczne dzieci.

 

Macie ochotę na więcej piwnych wybryków? Proszę! Warmińskie Rewolucje olsztyńskiego Browaru Kormoran to lager o odwrotnym chmieleniu. Co to znaczy? Chmiele dzielą się na goryczkowe i aromatyczne - pierwsze mają więcej żywic, drugie olejków eterycznych. To, jakie cechy chmielu z niego wydobędziemy, zależy od czasu jego gotowania w brzeczce: długie (około 60 minut) wyciąga głównie goryczkę; krótkie (do 10 minut) aromat; a średnio długie (30-60 minut) smak. Piwowarzy z Olsztyna użyli dwóch słynnych polskich chmielów: aromatycznej Sybilli i goryczkowej Marynki, z tym że goryczkę wydobyli z tej pierwszej, a aromat z drugiej.

 

Žatec Celia jest czeskim pilznerem bezglutenowym. Gluten to mieszanina białek, a wedle jednej z hipotez białka dają piwu pełnię smaku i trwałą pianę. Czy rzeczywiście? Zaraz sprawdzę. Na koniec dwa wynalazki duńskie. Evil Twin The Cowboy to pilzner na wędzonym słodzie, a Mikkeller Funky (e)* - słowo honoru, tak się to właśnie nazywa - belgian wild ale na dzikich drożdżach. Czyli jakby lambic, ale z wysokim (9,4%) alkoholem. Jak wypadnie jego zderzenie z typowym produktem spontanicznej fermentacji, czyli kwasem? Jakkolwiek - na pewno lepiej niż kolizja naszych kubków smakowych z typowym piwem z supermarketu!

 

 

Skala ocen:

* trucizna! antidotum jest nieznane nauce

* * oczko wyżej niż  ?Łza Komsomołki?

* * * można się napić, gdy napić się trzeba

* * * * zrobili to zdolni i dobrzy ludzie

* * * * * zdobycz cywilizacji na miarę koła

* * * * * * spożycie prowadzi do osiągnięcia satori