Czyli trzy rzeczy, które nie zmieściły mi się w innych tekstach o whisk(e)y. Zawsze chciałem zadumać się nad tym, dlaczego tak mało jest na świecie destylatów irlandzkich. Historię mają wszak równie długą, jak szkockie. Pierwsze wzmianki o aqua vitae z Zielonej Wyspy pochodzą z drugiej połowy XII wieku - dowódcy angielskich wojsk, które wyruszyły na podbój Irlandii, skarżyli się, iż miejscowy trunek ma demoralizujący wpływ na żołnierzy.
Potem losy irlandzkiej i szkockiej toczyły się równolegle; w obu kluczowym wątkiem były pościgi po górach, lasach i polach: urzędnicy ganiali za destylatorami w nadziei ściągnięcia podatku od produkcji, a destylatorzy pokazywali im gest Kozakiewicza. Tak było do początku XIX wieku, kiedy to państwo wreszcie wygrało z bimbrownictwem, m.in. zakazując posiadania alembików o pojemności mniejszej niż 40 galonów (ok. 182 l). To ostatnie spowodowało profesjonalizację branży i sprawy zaczęły iść w dobrym kierunku. Tu jednak drogi irlandzka i szkocka się rozchodzą. Na alkoholowej scenie Irlandii pojawia się kapucyn
Theobald Mathew (1790-1856), zwany Ojcem Mateuszem. W 1838 roku zakłada w Cork towarzystwo trzeźwościowe Cork Total Abstinence Society. W kilka lat namawia do złożenia przysięgi abstynencji 3 mln osób, czyli połowę dorosłych Irlandczyków. Działalność Ojca Mateusza przynosi znakomity efekt społeczny: faceci przestają być wiecznie na bani, co normalizuje życie rodzinne, spada także przestępczość. Jednak dla przemysłu gorzelniczego skutki są opłakane: kampania CTAS
go dziesiątkuje.
Jakieś 30 lat później rozprzestrzenia się w Europie epidemia
filoksery. Wina nie ma i świat łaknie nowego alkoholu, co doskonale wykorzystują Szkoci, tworząc i eksportując blendy, niedrogie kompozycje whisky malt i grain. Irlandczycy trendu nie łapią. Ba!, ignorują wynalazek rodaka Eneasza Coffeya - kolumnę destylacyjną pozwalającą tanio i szybko wytworzyć whisky zbożową - podstawowy składnik blendu. Kiedy się budzą, w kraju wybucha wojna o niepodległość (1919-1921). Przeciwnik - Imperium Brytyjskie - nakłada embargo na irlandzkie produkty. Anglicy rządzą wówczas 1/4 świata, zatem obowiązuje ono nie tylko na Wyspach, ale także np. w Kanadzie, Indiach i Australii. Irlandczykom pozostaje USA, ale tam akurat trwa prohibicja.
Gdy wreszcie wszystko wraca do normy, na rynku jest już pozamiatane: faceci w kiltach rządzą światowym rynkiem whisky, a większość irlandzkich destylarni nie istnieje. Dziś jest ich
siedem (włączając te z Irlandii Północnej), szkockich ponad
sto dwadzieścia.
Degustacje w polskiej filii The Scotch Malt Whisky Society nigdy nie są nudne. Jej szef Stephen Swinney sypie anegdotami i ma zagadki dla uczestników. Któregoś razu wręczył każdemu listę kilkunastu państw europejskich (bez Szkocji) i powiedział: - Zgadnijcie, ile w każdym z tych krajów jest destylarni whisky. Oto właściwe liczby: Anglia 5, Czechy 1, Dania 6, Finlandia 1, Francja 17, Hiszpania 2, Holandia 2, Irlandia 5, Irlandia Północna 2, Lichtenstein 1, Niemcy 23, Norwegia 1, Szwajcaria 9, Szwecja 8, Walia 1, Włochy 1. I co, wiedzieliście? I czy spodziewaliście się, że znowu wygrają Niemcy?
Lista nie uwzględnia destylarni słowackiej. Nestville działa we wsi Gniazda koło Starej Lubowni, a nie dość, że pędzi, to jeszcze utrzymuje muzeum gorzelnictwa i starych rzemiosł (nestvillepark.sk).
Ostatnia rzecz: tajemniczy napis proof widoczny na etykietach whisk(e)y amerykańskiej. Oznacza zawartość alkoholu i wziął się z czasów, kiedy nie używano areometrów, a więc i skali procentowej ABV (vol.). Moc whisk(e)y sprawdzano, zalewając nią proch strzelniczy. Proch podpalano: jeśli spłonął, próba (ang. proof) wypadała pomyślnie - oznaczało to, że trunek nie zawiera na tyle dużo wody, by proch zawilgł i stracił swe właściwości. Metodę wymyślili w XVI wieku marynarze Navy Royal [dziś: Royal Navy - red.] - sprawdzali w ten sposób, czy intendentura nie fałszuje służbowego rumu, który otrzymywali. Gdy w XVIII wieku pojawił się areometr, okazało się, że proch nie chce się palić, jeśli zalejemy go alkoholem o mocy poniżej 57,15%. Tę wartość przyjęto jako 100° proof i na niej oparto angielską skalę. Praktyczni Jankesi uznali za 100 proof (bez symbolu stopnia) 50% vol. - zwyczajową moc produkowanych wówczas destylatów. To ułatwiło przeliczanie jednej skali na drugą - aby uzyskać vol., wystarczyło podzielić proof przez dwa. Dziś amerykańskie prawo wymaga, by producenci podawali moc napitków w skali ABV, ale tradycja jest silna i na większości butelek widnieje też proof.
Tak czy siak, cokolwiek jest napisane na flaszce, ważne, by jej zawartość była wysokiej próby.

Czyli trzy rzeczy, które nie zmieściły mi się w innych tekstach o whisk(e)y. Zawsze chciałem zadumać się nad tym, dlaczego tak mało jest na świecie destylatów irlandzkich. Historię mają wszak równie długą, jak szkockie.

 

Pierwsze wzmianki o aqua vitae z Zielonej Wyspy pochodzą z drugiej połowy XII wieku - dowódcy angielskich wojsk, które wyruszyły na podbój Irlandii, skarżyli się, iż miejscowy trunek ma demoralizujący wpływ na żołnierzy.

Potem losy irlandzkiej i szkockiej toczyły się równolegle; w obu kluczowym wątkiem były pościgi po górach, lasach i polach: urzędnicy ganiali za destylatorami w nadziei ściągnięcia podatku od produkcji, a destylatorzy pokazywali im gest Kozakiewicza. Tak było do początku XIX wieku, kiedy to państwo wreszcie wygrało z bimbrownictwem, m.in. zakazując posiadania alembików o pojemności mniejszej niż 40 galonów (ok. 182 l). To ostatnie spowodowało profesjonalizację branży i sprawy zaczęły iść w dobrym kierunku.

 

Tu jednak drogi irlandzka i szkocka się rozchodzą. Na alkoholowej scenie Irlandii pojawia się kapucyn Theobald Mathew (1790-1856), zwany Ojcem Mateuszem. W 1838 roku zakłada w Cork towarzystwo trzeźwościowe Cork Total Abstinence Society. W kilka lat namawia do złożenia przysięgi abstynencji 3 mln osób, czyli połowę dorosłych Irlandczyków. Działalność Ojca Mateusza przynosi znakomity efekt społeczny: faceci przestają być wiecznie na bani, co normalizuje życie rodzinne, spada także przestępczość. Jednak dla przemysłu gorzelniczego skutki są opłakane: kampania CTAS go dziesiątkuje.

 

Jakieś 30 lat później rozprzestrzenia się w Europie epidemia filoksery. Wina nie ma i świat łaknie nowego alkoholu, co doskonale wykorzystują Szkoci, tworząc i eksportując blendy, niedrogie kompozycje whisky malt i grain. Irlandczycy trendu nie łapią. Ba!, ignorują wynalazek rodaka Eneasza Coffeya - kolumnę destylacyjną pozwalającą tanio i szybko wytworzyć whisky zbożową - podstawowy składnik blendu. Kiedy się budzą, w kraju wybucha wojna o niepodległość (1919-1921).

 

Przeciwnik - Imperium Brytyjskie - nakłada embargo na irlandzkie produkty. Anglicy rządzą wówczas 1/4 świata, zatem obowiązuje ono nie tylko na Wyspach, ale także np. w Kanadzie, Indiach i Australii. Irlandczykom pozostaje USA, ale tam akurat trwa prohibicja. Gdy wreszcie wszystko wraca do normy, na rynku jest już pozamiatane: faceci w kiltach rządzą światowym rynkiem whisky, a większość irlandzkich destylarni nie istnieje. Dziś jest ich siedem (włączając te z Irlandii Północnej), szkockich ponad sto dwadzieścia.

 

Degustacje w polskiej filii The Scotch Malt Whisky Society nigdy nie są nudne. Jej szef Stephen Swinney sypie anegdotami i ma zagadki dla uczestników. Któregoś razu wręczył każdemu listę kilkunastu państw europejskich (bez Szkocji) i powiedział: - Zgadnijcie, ile w każdym z tych krajów jest destylarni whisky.

 

Oto właściwe liczby: Anglia 5, Czechy 1, Dania 6, Finlandia 1, Francja 17, Hiszpania 2, Holandia 2, Irlandia 5, Irlandia Północna 2, Lichtenstein 1, Niemcy 23, Norwegia 1, Szwajcaria 9, Szwecja 8, Walia 1, Włochy 1. I co, wiedzieliście? I czy spodziewaliście się, że znowu wygrają Niemcy?

 

Lista nie uwzględnia destylarni słowackiej. Nestville działa we wsi Gniazda koło Starej Lubowni, a nie dość, że pędzi, to jeszcze utrzymuje muzeum gorzelnictwa i starych rzemiosł (nestvillepark.sk).

 

Ostatnia rzecz: tajemniczy napis proof widoczny na etykietach whisk(e)y amerykańskiej. Oznacza zawartość alkoholu i wziął się z czasów, kiedy nie używano areometrów, a więc i skali procentowej ABV (vol.). Moc whisk(e)y sprawdzano, zalewając nią proch strzelniczy. Proch podpalano: jeśli spłonął, próba (ang. proof) wypadała pomyślnie - oznaczało to, że trunek nie zawiera na tyle dużo wody, by proch zawilgł i stracił swe właściwości. Metodę wymyślili w XVI wieku marynarze Navy Royal [dziś: Royal Navy - red.] - sprawdzali w ten sposób, czy intendentura nie fałszuje służbowego rumu, który otrzymywali.

 

Gdy w XVIII wieku pojawił się areometr, okazało się, że proch nie chce się palić, jeśli zalejemy go alkoholem o mocy poniżej 57,15%. Tę wartość przyjęto jako 100° proof i na niej oparto angielską skalę. Praktyczni Jankesi uznali za 100 proof (bez symbolu stopnia) 50% vol. - zwyczajową moc produkowanych wówczas destylatów. To ułatwiło przeliczanie jednej skali na drugą - aby uzyskać vol., wystarczyło podzielić proof przez dwa. Dziś amerykańskie prawo wymaga, by producenci podawali moc napitków w skali ABV, ale tradycja jest silna i na większości butelek widnieje też proof. Tak czy siak, cokolwiek jest napisane na flaszce, ważne, by jej zawartość była wysokiej próby.

 

Ocena:

C Chulainn (M & P Alkohole i Wina Świata, 112 zł/0,7 l) www.wina-mp.pl

Irlandzki blend. Aromaty słodowo-zbożowe, rodzynki, wanilia, gruszka, świeże drewno. Sporo alkoholu: jest wyraźnie wyczuwalny, ale nie przeszkadza. Usta słodkawe i lekkie. W nich alkohol już (zbyt) natarczywy - daje przyjemną pikantność, ale i nieprzyjemną gorycz. Również za dużo drewna, niespecjalnie zintegrowanego z całością.

* * * 2/3

 

Teeling Whiskey Small Batch (Ballantine's, 129 zł/0,7 l) sklep-ballantines.pl

Mieszana irlandzka typu small batch. Wybrane partie whiskey leżakują dodatkowo w beczkach po rumie. Trunek niefiltrowany na zimno. W nosie słód, wanilia, gruszka, przyprawy (goździki), sporo alkoholu. Usta pikantne, alkoholowe, z drewnianym finiszem. Przyzwoita whiskey, ale bez równowagi.

* * *  3/4

 

Green Spot (M & P Alkohole i Wina Świata, 266 zł/0,7 l) www.wina-mp.pl

Whiskey irlandzka typu pure pot still, powstająca z niesłodowanego i słodowanego jęczmienia, co ma dać bogactwo aromatyczne. W nosie słód, miód, zielone jabłko, wanilia, goździki i drewno z ogniska. Usta gładkie, pełne, zrównoważone, z lekko pikantnym finiszem. Delikatność i łatwość picia.

* * * * *

 

Nestville Blended Whisky (11 euro/0,7 l) www.nestville.sk, nestvillepark.sk

Słowacki blend ze Spiszu. W nosie miód, karmel, wanilia i ładnie wtopiona w całość nowa beczka; nuta ziół. Usta krzepkie. Trochę tu za dużo wszystkiego (alkohol, drewno, cukier), ale solidna konstrukcja potrafi to udźwignąć. Przyzwoita whisky za śmieszne pieniądze. Dobra zwłaszcza z miodem i cytryną.

* * * *

 

Ancient Ancient Age 10 Star (Dom Whisky, 169 zł/0,75 l) www.domwhisky.pl

6-letni bourbon z Kentucky, zrobiony z trzech zbóż: kukurydzy, jęczmienia i żyta. Nos powściągliwy i elegancki: kukurydza, jęczmień, masło kakaowe, nuta czereśni, drewno. Usta lekkie, gładkie, z nutą słodyczy, ale zrównoważone; nietypowy, kakaowo-poziomkowy finisz. Porządna rzecz.

* * * * 1/2

 

Skala ocen:

* trucizna! antidotum jest nieznane nauce

* * oczko wyżej niż  "Łza Komsomołki"

* * * można się napić, gdy napić się trzeba

* * * * zrobili to zdolni i dobrzy ludzie

* * * * * zdobycz cywilizacji na miarę koła

* * * * * * spożycie prowadzi do osiągnięcia satori