Ostatni sparing

Pierwszy z zawodników pochodzi z Wielkopolski - a za jego polecenie serdecznie dziękuję Mirkowi Wlekłemu z leszczyńskiego dziennika ?ABC?.

 

Miodówkę Witosławską produkuje Apiherba z siedzibą w Witosławiu koło Leszna. Właścicielem firmy jest pan Edward Kałużny, doktor nauk weterynaryjnych, który w 1997 r. kupił pałac w Witosławiu i otworzył w nim ośrodek wypoczynkowy, oferujący też apifitoterapię, czyli leczenie produktami pszczelimi. W rodzinie pana Edwarda od pokoleń robiono nalewkę na miodzie (z butelką tego trunku szedł do powstania wielkopolskiego jego dziadek) - i Kałużny wymyślił, że warto ją zaprezentować publiczności. Produkcja ruszyła w 2000 r. Główne składniki trunku to trzech rodzajów miód (wielokwiatowy, akacjowy, lipowy), zioła oraz zbierane przez pszczoły żywice drzewne - m.in. pochodzące z 600-letnich dębów Gucio i Truteń, rosnących w pałacowym parku. Co do miodu: jest nie byle jaki, bo regionalny, z własnej pasieki i wpisany na Listę Produktów Tradycyjnych Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Surowce do jego wyrobu pszczoły pozyskują w najbliższym (do 4 km, bo taki jest zasięg lotu robotnic) otoczeniu pałacu, który, dodajmy, leży w obszarze przyrody chronionej Natura 2000.


Na tradycję powołuje się też inny gracz - Śliwowica Strykowska. Historia jest taka: w XVIII wieku w Strykowie koło Zgierza osiedlili się chasydzi. Wyrabiali tradycyjną śliwowicę paschalną, potem, na skutek dziejowej zawieruchy, ta tradycja zanikła. Odnowił ją łódzki rabin Symcha Keller, który ponoć osobiście przekazał oryginalną XVIII-wieczną recepturę Andrzejowi Pawelcowi, szefowi firmy Plus H2O Drinki z pobliskiego Chociszewa. Razem uradzili, że produkt ma mieć najwyższy stopień koszerności - koszerność na Pesach, pozwalający ortodoksyjnym Żydom spożywać go podczas najważniejszego w roku święta Paschy. W fabryce w Chociszewie wydzielono specjalną część wyłącznie do produkcji śliwowicy. Zbiorniki, rurki i alembiki do wytwarzania alkoholu zostały poddane zgodnemu z rytuałem koszerowaniu. Meszgijach (osoba nadzorująca koszerność) pilnował procesu trzykrotnego napełniania wrzątkiem urządzeń na całą noc i spuszczania wody. Po tych zabiegach całe oprzyrządowanie zatwierdzał sąd rabiniczny z Izraela, który przyznał fabryce certyfikat najwyższej koszerności. Niestety, w mojej opinii (a zapewniam, wypiłem w życiu parę świetnych śliwowic), cały ten cyrk nie przekłada się na jakość, którą chyba najlepiej określić pięknym żydowskim słowem hucpa.

 

Koszerna była też kiedyś (od chwili swego powstania w 1957 r. do zakończenia produkcji w roku 1967) Passover Slivovitz z Polmosu Bielsko-Biała. Po wskrzeszeniu marki w 1987 r. certyfikatu już nie ma, ale klasa pozostała. Według informacji producenta spirytus śliwkowy sprowadzany jest z Czech, a potem leżakuje przez co najmniej dwa lata w starych (kilkunastoletnich) dębowych beczkach. Passover Slivovitz eksportowana jest do USA, Wielkiej Brytanii, Holandii, Austrii i Niemiec. Eksport to 5% całej sprzedaży, a trunek nie jest za granicą promowany. Moim zdaniem szkoda - ma wielki potencjał - tak samo zresztą, jak powstająca po sąsiedzku (w Jasienicy) Miodula Prezydencka produkowana przez Toorank.

 

Nasza reprezentacja piłkarska też ma potencjał (co pokazał sparing z Portugalią) - i wierzę, że nie będzie źle. Byle tylko marketing i PR nie zastąpił umiejętności, zaangażowania i pracy.

 

miody pitne


Fot. Materiały producenta


Zapoznaj się z opiniami o wybranych alkoholach