Dali uważał, że można nie jeść w ogóle, ale nie można jeść źle! Był równie niekonwencjonalny w treści obrazów, kiedy przenosił na płótno swoje halucynacje, jak i w pomysłach kulinarnych, kiedy zabierał się do gotowania. Anglik John Peter Moore, który przez 16 lat był jego osobistym sekretarzem, wspomina, że pewnego ranka Dali, pijąc kawę w łóżku, oblał się niechcący i tak go to zachwyciło, że następnie przechylał jedną filiżankę po drugiej, a kawa spływała mu po brodzie, szyi, piersi, tworząc dosłownie skorupę z fusów. Po czym zerwał się z łóżka i w tejże splamionej kawą nocnej koszuli zaczął malować. Inna anegdota: do tego stopnia uwielbiał szpinak z czosnkiem, że zakręcał sobie nim wąsy i cieszył się jak dziecko, że są zielone! A gdy namalował swoje słynne „Płonące żyrafy”, urządził przyjęcie, na które zamówił pasztet ogromnej wielkości. Powtykał w ten pasztet ogórki, brokuły, kapustę, sałatę, zamieniając jego powierzchnię w bujną sawannę. Na niej ustawił ulepione z chleba i pomalowane przez siebie żyrafy. Gdy przyszli goście, podpalił polane spirytusem żyrafy i ugasił pożar strugami szampana oraz bitej śmietany, a na koniec kazał wszystko zjeść gościom. A było to w sumie pyszne, bo w pasztecie nie zabrakło gęsich wątróbek i trufli.
Dali przepadał za niezwykłymi zderzeniami smaków - słonych i ostrych ze słodkimi, co normalnych ludzi przyprawiało o absolutne zdumienie. Jednak nie kucharzy z tych gospód, w których często bywał. Z identycznym wyrazem twarzy podawali mu proste chłopskie dania, jak i homara w sosie czekoladowym czy nóżki wieprzowe w karmelu!
Niezwykłą potrawą była również oca con peras, czyli gęś z gruszkami. Dali rzadko gotował, ale tę właśnie gęś osobiście znakomicie przyrządzał. Zamknijmy przeto oczy i wyobraźmy sobie, jak mistrz Dali w kucharskiej czapie i z podwiniętymi wąsami zabiera się do roboty. Ćwiartuje gęś na porcje, naciera białym pieprzem i solą, wrzuca do rondla z rozgrzaną oliwą. Zlewa nadmiar tłuszczu i wsypuje dokładnie odważone 15 dag cukru. Jest w swoim żywiole i miesza to wszystko na dużym ogniu, bo teraz kawałki gęsi malarsko karmelizują się na brązowo, i dopiero wtedy - chlust! - wlewa z rozmachem kieliszek winnego octu zmieszanego uprzednio z utartą skórką pomarańczy. Syczy to wszystko, paruje, Dali jest w swoim żywiole, bo ma pod ręką dwie szklanki bulionu - chlust raz jeszcze - i dusi się to wszystko godzinę. Jeszcze są wątróbki z tejże gęsi, a jakże, więc połowę wrzuca w całości, resztę miażdży lub miksuje, rozprowadza wywarem, w którym dusi się gęś, i dolewa do rondla. Obok podgotowały się lekko w wodzie z kilkoma kroplami octu cztery obrane i podzielone na ćwiartki dorodne gruszki. To już ostatni etap, więc mistrz Salvadore z malującą się na obliczu satysfakcją koronuje dzieło dodaniem do gęsi owych
jędrnych gruszek. Chwil jeszcze kilka, mistrz kosztuje dzieła i już w jego, a zatem i naszej świadomości rozlegają się anielskie chóry pochwalne. Boże drogi, cóż to za gęś wspaniała!
Dali kochał, jedzenie również. Kiedy malował, nie kochał i nie jadał. Ale o jedzeniu i kochaniu myślał nieustannie i stąd zapewne w jego obrazach jest tyle nagich kobiet oraz kulinarnych motywów. Przepyszne są „Jajka sadzone na łyżce” oraz „Ryba na czerwonym talerzu”, a szokujący ? portret ukochanej żony artysty Gali z dwoma baranimi kotletami na ramionach. Artysta zapytany o to, dlaczego w ten sposób namalował żonę, odpowiedział prosto, że uwielbia kotlety baranie i żonę, więc nie widzi powodu, aby nie utrwalić ich razem.
Taki był Dali!

Zobacz galerię Przepisy kulinarne Salvadore Dali

 

Fragment książki Tadeusza Olszańskiego „Kuchnia erotyczna”, wyd. Rosner&Wspólnicy.
Naczynia do aranżacji udostępnił sklep Duka.