Tworząc krajobrazy i wymyślając sobie mieszkańców Shire, Tolkien pisał o tym, co znał i pamiętał: dlatego baśniowe Shire wygląda jak prawdziwe hrabstwo Warwickshire, w granicach którego niegdyś leżało Birmingham. A Birmingham Tolkien znał dość dokładnie - jego rodzina, po powrocie z południowej Afryki, gdzie pisarz się urodził, zamieszkała bowiem najpierw w tym mieście, potem przeniosła się na jego przedmieścia, do pobliskiego Sarehole Mill.

Prawdopodobnie także opisywane w "Hobbicie", a potem we "Władcy Pierścieni" jedzenie  było miłym wspomnieniem z dzieciństwa.

Tolkienowscy hobbici są stworzeniami sympatycznymi i nieskomplikowanymi, bardzo gościnnymi. Lubią porządek, mają czyste norki i dobrze zaopatrzone spiżarnie. Hobbit przestrzega pór posiłków - kilku w ciągu dnia, jak zapewne pamiętacie z Władcy Pierścieni - pościć nie potrafi i nie lubi, pusty brzuszek jest dla niego poważnym nieszczęściem.  Posłuchajcie biednego Bilba, wbrew swojej woli wkręconego w krasnoludzką przygodę (wszystkie cytowane fragmenty pochodzą z książki J.R.R. Tolkiena ?Hobbit, czyli tam i z powrotem? w przekładzie Marii Skibniewskiej):

 

(...) - Miałem taki śliczny sen - powiedział. - Śniło mi się, że jadłem wspaniały obiad.
- Wielkie nieba! Drugi Bombur! - zawołały krasnoludy. - Nie opowiadaj nam swoich snów. Przyśnionym obiadem nikt się nie naje, tym bardziej że nie możesz się nim z nami podzielić.
- Lepszego obiadu nie mogę się w tym przeklętym lesie spodziewać - mruknął Bilbo i położył się obok krasnoludów, usiłując zasnąć na nowo i odnaleźć swój miły sen.

 

Albo tak:

(...) Marzył - nie pierwszy raz i nie ostatni! - o swojej własnej, dalekiej norce i o jej bogatych spiżarniach. Pogrążony we wspomnieniach boczku, jajek, grzanek i masła, nagle poczuł jakieś dotknięcie.

 

Lub tak:

(...) Tak skończyła się przygoda w Górach Mglistych. Wkrótce brzuszek Bilba napełnił się i zaokrąglił znów przyjemnie i hobbit mógł usiąść zadowolony, chociaż, prawdę mówiąc, wolałby kilka kromek chleba z masłem niż to mięso przypieczone na patykach.

 

Są też fragmenty rozpaczliwe:

(...) Jestem okropnie głodny - jęknął Bilbo uprzytamniając sobie nagle, że nic w ustach nie miał od przedprzedwczorajszego wieczora. Nie macie pojęcia, co to znaczy dla hobbita! Żołądek miał pusty i zapadnięty, a nogi się pod nim uginały; poczuł to dopiero teraz, gdy minęło napięcie.

 

I filozoficzne:

(...) Więcej jednak czułby w sobie męstwa, gdyby było co na ząb położyć.

 

Fajnie się też czyta o Bilbowej gościnności skonfrontowanej z krasnoludzką żarłocznością. Początek książki. Do norki hobbita przybywa głodny Balin:

(...) - Proszę, wejdź i wypij filiżankę herbaty - zdołał wyjąkać, nabrawszy tchu w piersi. 
- Wolałbym małe piwo, jeśli ci to nie zrobi różnicy, zacny panie - rzekł siwobrody Balin.
- Nie mam wszakże nic przeciw ciastu, zwłaszcza gdyby się znalazł kawałek placka z kminkiem.
- Znajdzie się niejeden! - Bilbo sam się zdziwił, słysząc swoją szybką odpowiedź, po czym, nie wiedząc kiedy i jak, skoczył do spiżarni po dwa piękne, krągłe placki, które upiekł wczesnym popołudniem, żeby mieć co przekąsić do poduszki.

 

Przybywa reszta kompanii:

Zebrała się tam już spora gromada. Ten wołał o piwo, tamten o porter, ów o kawę, a wszyscy o ciastka, toteż hobbit miał przez pewien czas pełne ręce roboty. Potężny dzban kawy właśnie grzał się na kominku, placki już zniknęły, a krasnoludy zabrały się do maślanych bułeczek - gdy nagle głośne kołatanie dobiegło ich uszu.

 

Dociera Gandalf, zamieszanie jest już spore:

Co tam masz? Herbatę? Nie, dziękuję. Co do mnie, proszę o kropelkę czerwonego wina.
- Ja też - powiedział Thorin.
- I o konfitury malinowe, i o szarlotkę.
- I o pasztecik z mięsem, i o ser.
- I o gulasz wieprzowy z sałatą.
- Jeszcze ciastek, jeszcze piwa, jeszcze kawy, jeśli łaska - wołały inne krasnoludy zza drzwi jadalni.
- Bądź tak dobry i ugotuj kilka jajek - krzyknął Gandalf w ślad za hobbitem, który już kuśtykał w stronę spiżarni. A przy okazji przynieś na zimno kurczęta pieczone i pomidory.

 

To, o czym tu czytamy, prawdopodobnie było po prostu typowym wiejskim jedzeniem w wiktoriańskiej Anglii. Nieskomplikowanym, a smacznym i pożywnym, tak się pewnie jadało na angielskiej wsi w czasach, kiedy Tolkien był dzieckiem. Do dziś zresztą w brytyjskich wiejskich gospodach dostaniecie przecież pork pies (tu przetłumaczone jako paszteciki z mięsem) kminkowe ciasto (seed-cake with carraway) czy maślane bułki (buttered scones) podawane z konfiturą do popołudniowej herbatki.

Oczywiście, nie wszyscy mieszkańcy Śródziemia jadali jak hobbici. Prawdę mówiąc, im mniej postaci te były sympatyczne, im mniejszym sentymentem obdarzał je autor, tym wstrętniej jadały.

Wcale nie chodzi mi o to, że i gobliny, i pająki, i trolle tęskniły do ludzkiego i krasnoludzkiego mięsa. Jasne, że tęskniły, ale wiadomo, to potwory, potwory już takie są.

Ci ?źli? jadają u Tolkiena po prostu byle co i byle jak, bez śladu kultury. Są chamscy i nie umieją zachować się przy stole. Nawet, jeśli jedzą smakowitą baraninę, chodzi im tylko o to, aby się nażreć. Proszę bardzo, posiłek trolli:

(...) Na ogromnym ogniu płonęły pnie brzóz, a wokoło grzało się trzech olbrzymów. Na długich patykach przypiekali mięso baranie i zlizywali tłuszcz z palców. Zapach rozchodził się bardzo smakowity. Opodal stała beczka zacnego piwa, a olbrzymi coraz to łykali ze dzbana. To były trolle. (...)
- Baranina wczoraj, baranina dzisiaj, a niech mnie diabli, jeśli jutro znowu nie będzie baranina - mówił jeden z trollów.

 

Żadne hobbit by tak nie jadł. Hobbity są kulturalne. Z jaskini trolli wróćmy zatem do ciepłej i przytulnej norki Bilba. Czyli do początku książki, do miejsca, gdzie krasnoludy krzyczą o maślane bułeczki. Zjedzmy je z nimi.

 

Angielskie maślane bułeczki - buttered scones - ze śmietaną i konfiturą malinowąFot. Shutterstock/Peter Nadolski

 

Wiktoriańskie scones (przepis ze strony: recipewise.co.uk)

  • 300 g mąki
  • 150 ml tłustego mleka
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1 łyżeczka cream of tartar (trudno dostać, można zastąpić podwójna ilością soku z cytryny lub białego octu winnego)
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 60 g masła
  • 30 g drobnego cukru

 

Oraz:

  • gęsta śmietana i dżem malinowy do podania
  • mleko do smarowania ciastek

 

Sposób przygotowania:

Rozgrzewamy piekarnik do 220 stopni. Natłuszczamy blachę. Do przesianej mąki dodajemy sól, cream of tartar (lub zamiennik) i proszek do pieczenia. Wcieramy masło, aby powstała kruszonka. Wsypujemy cukier, mieszamy, pośrodku kruszonki robimy dołek, wlewamy mleko. Mieszamy drewnianą łyżką, aby otrzymać miękkie, gładkie ciasto. Jeśli jest zbyt kleiste, dodajemy nieco mąki, jeśli wyszło za suche - trochę więcej mleka.

Zagniatamy na oprószonej mąką stolnicy około minuty. Lepimy kulę, ręką spłaszczamy na placek o grubości 3 cm, wycinamy kółka foremką o średnicy 5 cm. Resztki ciasta zagniatamy ponownie, znowu spłaszczamy i wycinamy tyle kółek, ile się jeszcze uda.

Przekładamy ciastka na blachę, czekamy 5 minut. Smarujemy mlekiem i pieczemy 15-20 minut w 220 stopniach. Uwaga, aby nie przypalić - już po jakichś 12 minutach trzeba ciastka obserwować.

Gotowe sconsy przekładamy na kratkę i studzimy 15 minut. Jemy ciepłe, z dżemem i solidną porcją śmietany.

Smacznego!